SASowe refleksje Dominiki Zabiełło


Młynary, 29 czerwca 2009


Do udziału w Szkole Animatorów Społecznych zostałam nakłoniona przez członków zarządu organizacji, w której działam. Nie mogę powiedzieć, że była to moja własna, podjęta z wewnętrznym przekonaniem, decyzja. Wiele czynników, głównie związanych z pracą zawodową, przemawiało za tym, aby nie podejmować dodatkowych działań. Wiedząc, kim jest animator społeczny, pielęgnowałam w sobie przekonanie, iż nie jestem osobą, która podejmuje działania animacyjne, a co gorsza – nie czułabym satysfakcji z takiej pracy.

Na początku pracy w trzecim sektorze jasno określiłam swoją pozycję w organizacji i społeczeństwie – pozycję lidera. Dotychczasowe działania, nastawione na konkretny cel, pełne przekonania, że jestem niezastąpiona, jak również poczucie, że takiej właśnie postawy oczekują ode mnie inni, utwierdzały mnie w przekonaniu, że animacja niełączona z liderowaniem jest nieskuteczna, a nawet bezsensowna, jeśli w ogóle jest możliwa w takim środowisku jak moje. W swoich działaniach, które często kończyły się sukcesami, nie podejmowałam współpracy z wieloma osobami. Na ogół dobierałam taką grupę, z którą mnie osobiście dobrze się pracowało. Z dzisiejszej perspektywy myślę, że szłam po najmniejszej linii oporu, bo przecież nie jest wyzwaniem praca z ludźmi, którzy podobnie myślą i tak jak my widzą potrzebę działania. Wyzwaniem jest doprowadzenie do takiej zmiany społecznej, dzięki której, takich ludzi widzimy w każdym zakątku swojej społeczności.

Tak więc Szkołę Animatorów Społecznych zaczynałam bez przekonania, że jest ona mi potrzebna i raczej z obawą, że to kolejna forma edukacji, której skutkiem będzie jedynie strata jakże cennego czasu. Dokształcanie się jest nieodłączną częścią mojej pracy zawodowej. Staram się w taki sposób dobierać tematykę szkoleń, żeby nie mieć poczucia zmarnowanego czasu. I niestety, na ogół jestem bardzo zawiedziona. W Szkole Animatorów Społecznych zetknęłam się z taką formą zajęć, jaką sama stosuję, i której widzę skuteczność. Poza tym, po raz pierwszy wzięłam udział w zajęciach skłaniających mnie do autorefleksji. Małymi, bardzo ciężko i nieudolnie stawianymi krokami doszłam do miejsca, w którym jestem dzisiaj, a to dopiero początek długiej i fascynującej drogi.

Szkoła Animatorów Społecznych pomogła mi usystematyzować wiedzę, zdobyć nowe umiejętności, rzuciła światło na moje dotychczasowe działania, jak również doprowadziła do czegoś, co dla mnie jest niezwykle ważne: zaplanowania ścieżki mojego rozwoju. Uświadomiłam sobie, jak wiele już potrafię. Wbrew temu co myślałam, 80 % moich działań to działania animacyjne, tylko bardzo ograniczone, bo skierowane jedynie do dzieci i młodzieży. Wiedza, którą zdobyłam podczas zajęć, wzmocniła mnie, dodała pewności i skłoniła do tego, aby zacząć pracować również w innych środowiskach.

Punktem wyjścia była dla mnie „Mapa zasobów i potrzeb”. Praca nad nią pomogła mi spojrzeć na moje środowisko w sposób obiektywny, nie z punktu widzenia przedstawiciela organizacji, tylko z pozycji niezależnego mieszkańca. Uświadomiłam sobie jaki potencjał tkwi w ludziach. No i pojawiła się myśl: jak wiele możemy razem. W analizie potrzeb lokalnego społeczeństwa ujawniła się ta najważniejsza – potrzeba wspólnych działań. I chyba dzięki temu zaczęło we mnie dojrzewać poczucie misji ułatwiania kontaktów, współpracy, pobudzania aktywności społecznej. Przekonanie, że udaje mi się to z młodzieżą, dodawało odwagi.

Oczywiście bardzo ważnym elementem tego procesu były podstawy merytoryczne. Tak jak już wspomniałam, SAS usystematyzował moją wiedzę. Takie moduły jak: „proces grupowy”, „praca projektem”, „ewaluacja”, to nieodłączne elementy mojej pracy zawodowej. Ale pojawiły się również zupełnie nowe: budowanie partnerstw, wolontariat, PR – płaszczyzny, które do tej pory były bardzo zaniedbywanie przeze mnie i moją organizację.

Dla osobistego wzmocnienia bardzo ważne były również kuluarowe rozmowy z trenerami. Uzyskałam wiele cennych wskazówek, które bardzo mnie motywowały do pracy na rzecz środowiska lokalnego. Cennym doświadczeniem była również wymiana doświadczeń między uczestnikami SAS, niejednokrotnie wsparcie merytoryczne. Życzliwość, serdeczność, zrozumienie, możliwość podzielenia się problemami i sukcesami- to bezc0000enne wartości, które zyskałam dzięki uczestnictwu w Szkole Animatorów Społecznych.

Koniec SAS-a zbiegł się z realizacją mojego pierwszego projektu animacyjnego. W tym przedsięwzięciu stanęłam na pozycji, która wcześniej wydawała mi się niemożliwa do osiągnięcia. Podjęłam działania animacyjne w moim środowisku. Były wzloty i upadki, jednak o części sukcesu może świadczyć impreza „FESTYN RODZINNY – DIALOG POKOLEŃ”, zorganizowana w ramach kampanii „Czerwiec Aktywnych Społeczności 2009”. Do działań włączyło się w sumie 12 instytucji i około 200 osób prywatnych. Była to pierwsza wspólna, trójsektorowa impreza w Młynarach. Doszło do sytuacji, w wyniku której ludzie, zachęceni działaniem innych, sami zgłaszali się do organizatorów, ofiarując pomoc i chęć współpracy. Myślę, że możemy mówić o ogromnym sukcesie, tym bardziej, że wspólne działanie rozpoczęło dialog społeczny, jeszcze nieuporządkowany, ale sama świadomość ludzi, że jest on potrzebny i chęć do rozmów – to najważniejszy krok w budowie społeczeństwa, które współpracuje i decyduje o rzeczywistości, jaka je otacza. Dla mnie, jako „raczkującego” animatora społecznego, to ogromny sukces, satysfakcja i motywacja do dalszych działań.

Być może projekt animacyjny „FESTYN RODZINNY – DIALOG POKOLEŃ” to pierwszy krok do zmiany społecznej. Dla mnie tym pierwszym krokiem do zmiany – zmiany wewnętrznej – był udział w Szkole Animatorów Społecznych. Przede mną długa droga, ale na jej początku wiem najważniejsze: kim jestem i jaki jest cel mej wędrówki.

 

Dominika Zabiełło
„Raczkujący” Animator Społeczny




Partnerzy:



© 2010 ESWIP Statystyki prowadzone przez: Profesjonalne statystyki odwiedzin Wykonanie: