Szkoła Animatorów |
SASowe refleksje Beaty Jarosz
Braniewo, 19 czerwca 2009
Moja przygoda z animacją rozpoczęła się równocześnie z prowadzeniem COP-u. Było i jest to dla mnie nie lada wyzwanie. Teraz wiem, że to co było wcześniej to takie „ błądzenie”, do wielu rzeczy dochodziłam sama, przebijałam się, często wątpiąc już w sens tego co robię w tej mojej społeczności.
Od zawsze mieszkam na wsi, kocham i rozumiem tą społeczność. Jest mi ona bardzo bliska. Nawet nie wiem kiedy stałam się lokalnym liderem, osobą która dostała olbrzymi mandat zaufania.
Moim wielkim marzeniem jest to, aby ludzie, którzy mieszkają na wsi docenili swoją wielką wartość, aby żyli godnie i świadomie podejmowali decyzje. Wieś nigdy nie będzie taka sama jak miasto, to ją wyróżnia i jest to wielką zaletą .Duża część ludzi z którymi mam kontakt traktuje wieś jako zło konieczne w mieście upatrując samej dobroci. Chciałabym mieć wpływ na to, aby to zmienić.
Szczerze mówiąc zaczynałam szkołę nie wiedząc tak naprawdę czym jest ta animacja. Wyobrażałam sobie animatora jako kogoś związanego bardziej ze sztuką, kulturą a nie ze społecznością. I gdzie tam miałaby być rola dla mnie? Cechuje mnie wielka impulsywność, wrażliwość a jednocześnie siła i upór. Myślę że to wszystko złożyło się na to, kim tak naprawdę jestem.
Czytając program wiedziałam że tematyka zajęć jest dla mnie bardzo interesująca i ciekawa. Każdy z poszczególnych bloków to zestaw wiedzy niezbędnej dla każdego pracującego ze społecznością. To umiejętności, które pozwalają nam lepiej, efektywniej i z większą satysfakcją realizować nasze cele, marzenia, bo dlatego angażujemy się w pracę społeczną. Pierwszy kontakt z SASowiczami był na Konferencji rozpoczynającej Akademię Herold. Zróżnicowanie olbrzymie, z każdego zakątka województwa. Z takim lekkim przestrachem patrzyłam na Nich i zastanawiałam się czy mnie zaakceptują taką jaką jestem. Jakby nie było to pół roku spędzone razem. Moje obawy zostały szybko rozwiane. Każdy z nas jest liderem i każdy wielką indywidualnością.
Przełomowe dla mnie były zajęcia z Komunikacji i budowania grupy. Ewa Jasińska – wspaniała trenerka – do każdego podeszła indywidualnie, przekazała nam tą wiedzę najlepiej jak można było, wyjaśniała wątpliwości. Po zajęciach inaczej – spokojniej, bardziej profesjonalnie zaczęłam podchodzić do moich współpracowników. Poprawiły się relacje także ze znajomymi; okazało się, że parafraza jest wspaniałą profilaktyką w relacjach międzyludzkich. Często wydaje się nam, że ta druga strona wie co nam siedzi w głowie, a nie zawsze tak jest. Nawet na własnym małżonku przetestowałam wiedzę z bardzo pozytywnym skutkiem.
Bardzo podobała mi się i odpowiadała mi forma prowadzonych zajęć. Pozwoliło to nam chyba bardziej się otworzyć, uzewnętrznić, a nawet wydaje mi się, że odgrzebać taką dziecięcą radość ze wspólnych zajęć. Ćwiczenia, które wymagały naszego zgrania zespołowego, pokazały nam nasze zalety, jak i wady w naszym postępowaniu. Organizowane wieczorki animacyjne to mnóstwo wspólnych wrażeń, wspólnego śmiechu, taka masa ciepła. Na drugim spotkaniu jakoś tak naturalnie zaklimatyzowały się Misiaki w naszej grupie. Nawiązały się bardzo silne więzi między nami. Uczymy się siebie cały czas, nie zawsze jest „z górki”, ale dzięki temu poprawiają się nasze relacje. W wielu sytuacjach mieliśmy okazję się widzieć. Wiem, że każdy wesprze mnie –merytorycznie lub swoją obecnością – gdy zajedzie taka potrzeba. Ja również mogę zaoferować każdemu swoją wiedzę, pomoc i czas.
Teraz , po zakończonym SAS-ie , ochłonęły emocje a zaczęła się wspólna praca, która pozwoli nam w większym stopniu dzielić się „sobą”, naszą wiedzą i możliwościami. Oczywiście nikt nie mówi, że będzie łatwo, ale trudności i wyzwania hartują i umacniają. Podejmuję to wyzwanie z pełną świadomością wynikających z tego obowiązków.
Bardzo fajną propozycją jest desant animacyjny. Niewiele jest osób przygotowanych do pracy z ludźmi, a trudno jest być „prorokiem” we własnym kraju. Na własnym przykładzie przekonałam się o prawdziwości tego powiedzenia.
Co mi dał SAS? Przede wszystkim wiedzę i przyjaciół, na których mogę zawsze liczyć. Dał mi z powrotem wiarę i siłę. Zmienił mnie i ukształtował. Koordynując COP, jest to dla mnie bardzo duży zasób zdobytej wiedzy merytorycznej, jak też przykładów praktycznych – nie samej surowej informacji. Na pewno jestem bardziej przygotowana do tego co robię. Większy spokój pozytywnie wpływa na współpracę z samorządem, instytucjami . Pojawiało się mnóstwo pomysłów, rozwiązań i teraz tylko należy je wdrożyć.
Beata Jarosz
lider-animator

