Czytelnia HEROLDA |
Wpływ organizacji pozarządowych na rozwój lokalny
Najpierw chciałbym zastrzec, że wypowiadam się tutaj nie tylko jako badacz społeczny, ale także jako aktywny uczestnik ruchów pozarządowych - członek sześciu stowarzyszeń (a znalazłoby się kilka innych zadań realizowanych społecznie). Ponadto zajmowałem się co nieco organizacjami społecznymi, szczególnie tymi, którym bliska jest tematyka regionalna. Będę więc używał formy „MY”, postrzegając siebie jako członka pozarządowej wspólnoty, w jakiejś mierze wyrażającego jej interesy, co nie oznacza, że czynię to bezkrytycznie. Nie jest też moim celem napisanie trzymającego się reżimu naukowego referatu, lecz podzielenie się raczej pewnymi przemyśleniami.
Przejdźmy jednak do właściwego tematu moich rozważań. Każdy z elementów przywoływanych w problematyce wpływu organizacji pozarządowych na rozwój lokalny wymagałby osobnej refleksji. Pojawiają się tu bowiem trzy niżej rozważane kwestie.
Organizacje pozarządowe
Czym i jakie są organizacje pozarządowe – pod względem formy prawnej, liczebności, aktywności, stylu przywództwa, obszarów działania - zarówno w sensie przestrzennym, jak i problemowym, doświadczenia, stażu czy witalności? Otóż w każdym ze wspomnianych wymiarów są one dziś bardzo zróżnicowane. Można wręcz powiedzieć, że trudno jest znaleźć wspólną płaszczyznę, jakąś nić porozumienia pomiędzy różnymi segmentami tej dziedziny życia społecznego, bo co łączy wielkie organizacje, jak Fundacja Batorego, z klubem miłośników wsi we wsi X? Trzeba dodać jeszcze, że organizacje te przeżywają głęboką transformację, którą określiłbym kilkoma „epitetami”: profesjonalizacja, ale i biurokratyzacja oraz etatyzacja, „model projektowy” zamiast wspólnotowy, raczej wolontariat niż członkostwo, kryzys legitymizacji (prawomocności), spory wokół funkcji organizacji (rzecznictwo interesów czy wyręczanie np. samorządów w ich zadaniach). Ponadto widzimy spadek liczby zarówno organizacji, jak i ich członków.
Nie zmienia to jednak tego, że organizacje te są podstawą społeczeństwa obywatelskiego. A że społeczeństwo to jest w Polsce takie, jakie jest, przeto nie może dziwić, że i organizacje pozarządowe się do tego ogólnego obrazu dostosowują.
Rozwój lokalny
Samo pojęcie „rozwój” zakłada jakąś, w domyśle pozytywną, zmianę (użylibyśmy pojęcia postęp, gdyby nie było ono już od dawna skompromitowane). Ale nadal pytanie pozostaje: czym i jak mierzyć rozwój lokalny, co ma być jego miernikiem? Czy aspekty materialne, takie jak miejsca pracy i ich przyrost, budowa dróg czy chodników, nowe inwestycje? A może o rozwoju decyduje wzrost wykształcenia - rozwój kapitału intelektualnego? Czy miernikiem będzie tutaj stopień zaawansowania postępu technologicznego i umiejętne korzystanie z jego efektów? Czy może raczej ważniejsze będą tu zmiany mentalne i zmiany postaw społecznych, np. przejście od wyuczonej bezradności do aktywności zawodowej, czy też od dyskryminacji do tolerancji, a więc pomnożenie kapitału społecznego i kulturowego? A może takim miernikiem powinien być DOBROSTAN, czyli to, czy żyje się nam jako społeczności lokalnej coraz lepiej?
Ktoś mógłby powiedzieć – przecież należy uwzględniać każdy z tych aspektów (a jeszcze ekologiczny, instytucjonalny itd.). Zgoda, ale z jednym zastrzeżeniem - w praktyce życia społecznego liczą się priorytety, bo na realizację wszystkich zadań środków nie starcza. A wybór priorytetów jest zawsze przedmiotem sporu, nie tylko politycznego.
I tu pojawia się kolejny człon, najważniejszy…
Wpływ
Jaki wpływ mogą mieć organizacje na decyzje dotyczące właśnie wytyczania priorytetów rozwojowych? Co by mogło to oznaczać, w jakich działaniach i zachowaniach organizacji oraz ich członków się przejawiać? I czy takie „wpływanie” jest w ogóle zadaniem organizacji? Czy może uzurpują sobie one prawo do uczestniczenia w dyskusjach nad rozwojowymi priorytetami? Zajmijmy się po kolei tymi dylematami.
- Na kogo oddziaływać? Ano na różne segmenty społeczności lokalnej:
- władze (lokalne i regionalne) – mamy tu do odegrania różne role i do spełnienia różne funkcje: monitorujące i kontrolne; po części inspirujące, a także inicjujące, wspierające, czasami nawet… wyręczające.
- poszczególne grupy np. zawodowe (nauczyciele, lekarze, biznes itd.), wiekowe (np. młodzież), etosowe (inteligencja), grupy zainteresowań itd. - tu liczy się głównie funkcja aktywizacji tych grup, ale i reprezentowania ich interesów (rzecznikowanie)
- instytucje np. szkoły, firmy, instytucje kultury, instytucje socjalne, urzędy itd. – tu liczy się zarówno funkcja inspiracyjna, jak i kontrolna (np. w zakresie ekologii – kontrola nad zachowaniami firm).
- Narzędzia działania? Mamy w ręku bardzo różnorodne instrumentarium: projekty, apele, listy otwarte, protesty, inicjatywy, pomysły, referenda, zbiórki środków czy organizację działań samopomocowych. Możemy też np. tworzyć własne instytucje (szkoły, przedszkola, wydawnictwa, ośrodki wsparcia itd.).
- Kanały? Mamy do dyspozycji dużą ich różnorodność – ale pojawia się pytanie czy i na ile skutecznie wykorzystujemy media, Internet, na ile potrafimy organizować debatę publiczną, na ile wreszcie wykorzystujemy możliwości, jakie daje bezpośredni kontakt z podmiotami społecznymi?
- Czas? Kardynalnym błędem i słabością jest akcyjność, oznaczająca mobilizację w określonym czasie (np. przedwyborczym). Tymczasem o sile organizacji i ich sukcesie decyduje zdolność do stałego podtrzymania mobilizacji oraz systematyczność w pracy.
Wątpliwości i pytania
Jeśli uwzględnimy wszystkie wspomniane i opisane powyżej aspekty pojawi się nam nowa kategoria problemów.
Aby oddziaływać skutecznie na społeczność lokalną należy dobrze rozeznać sieć interesów, poznać świat wartości, mentalność, nawyki… Oto bowiem mamy często do czynienia z kategorią konfliktów zastępczych, w których dyskutowana publicznie oś sporu służy maskowaniu istoty sprawy (mówi się np. o sprzeczności ideologicznej, a tymczasem istotny jest konflikt interesów ekonomicznych; uderza się w tony sporu etnicznego, a źródłem prawdziwym może być spór o dostęp do stanowisk i władzy, bowiem na podstawie kryterium etnicznego chce się wyeliminować przeciwnika z konkurencji). Trzeba więc umieć rozróżniać realne interesy od sfery werbalnej. Ale z drugiej strony i tej werbalnej nie należy lekceważyć, bo ludzie działają wedle tego, co słyszą!
Ponadto pojawiają się tu przywołane już wcześniej priorytety. Jak je uzgadniać, negocjować i określać? W społecznościach lokalnych w zasadzie dyskusji na ten temat nie ma – vide procedury zatwierdzania strategii rozwoju lokalnego czy regionalnego. Czy organizacje mają prawo inicjować takie dyskusje? Czy mogą wyrażać czyjeś interesy, które kłócą się z tymi przyjętymi w celach strategicznych? Czy nie są czasami celowo pomijane w procesach przyjmowania strategii?
Związany jest z tym problem umiejętnej mobilizacji społecznej – jak i gdzie znajdować sojuszników w przeprowadzeniu naszych priorytetów i uznaniu ich za społecznie ważne? Idzie tu o różne działania – od lobbingu, po akcje protestu, np. w sytuacji kwestii ekologicznych).
Kolejna sprawa to mechanizmy wsparcia – organizacje już nie tylko rzecznikują, reprezentują czyjeś interesy, ale występują w imieniu i w interesie określonej kategorii społecznej, np. osób dyskryminowanych czy wykluczonych. Ale czy czasem tym samym nie ubezwłasnowolniają tych osób? Czy nie wpychają w krąg niemocy – wyuczonej bezradności, w klientelizm i uzależnienie od świadczonej pomocy? To nie tylko problem społeczny, ale i etyczny. My przecież wiemy lepiej, co jest dobre i co należy zrobić dla naszych „podopiecznych”. A jak nas zabraknie, to co wtedy?
I wreszcie problem najważniejszy, spinający wszystkie dotychczasowe uwagi – kwestia autonomiczności; niezależności od władzy, biznesu, Kościoła, klik, koterii, układów, mediów, urzędów itd. Jak ją zachować np. w sytuacji finansowego uzależnienia? A jeśli nie ma autonomiczności, to jak mówić o pełnieniu funkcji kontrolnych i monitorujących?
Stąd już tylko krok do problemu polityzacji. Wcale bowiem nie jest tak, że nacisk władz skończył się wraz z minioną epoką. Polityzacja może oznaczać, że decydujący wpływ na organizację mają lokalni politycy (bądź jako jej członkowie, nawet założyciele i twórcy, bądź jako dysponenci środków). Wówczas może dojść właśnie do utraty autonomii programowej i decyzyjnej, a organizacja może przeistoczyć się w tubę nowej władzy (lub opozycji) oraz sprawną maszynkę wyborczą.
Pojawia się też czasami inna tendencja – do monopolizacji, szczególnie widoczna w środowiskach lokalnych, gdzie z wielką niechęcią przyjmuje się fakt powstania nowej organizacji lub wkraczanie innej organizacji z inicjatywami na nasz teren. Z drugiej strony groźna jest także nadmierna konkurencja i rywalizacja o skromne środki.
Ani trwożliwie, ani zuchwale
Aby sobie radzić ze zmieniającą się rzeczywistością i wypracować skuteczne metody wpływania na rozwój lokalny dobrze byłoby kierować się zasadą „złotego środka”:
1.Szanujmy naszych liderów, ale nie unikajmy wymiany elit organizacyjnych.
2.Uwzględniajmy cele, zadania i interesy innych uczestników życia publicznego, ale nie wahajmy się artykułować naszych opinii, stanowisk i aspiracji.
3.Nie bójmy się mówić o swoich słabościach, bo któż ich nie ma, ale nie pozwalajmy dyskredytować naszych osiągnięć.
4.Nie możemy aspirować do zastępowania władzy, urzędów czy szerzej samorządów, ale też nie możemy dać się zinstrumentalizować.
5.Nie możemy zrezygnować ze środków publicznych czy ze środków od biznesu, ale nie powinniśmy być też żebrakami.
6.Nie możemy być partiami politycznymi, ale nie rezygnujmy z recenzowania i kontroli świata politycznego.
7.Nie możemy uważać, że jesteśmy pępkiem świata lokalnego, ale nie dawajmy się marginalizować.
Działajmy w myśl zasady dawnych gdańszczan, którą w Prusach Królewskich, na Pomorzu, także w Elblągu, powtarzano przy różnych okazjach: „Nec temere, nec timide”, ANI TRWOŻLIWIE, ANI ZUCHWALE.
Cezary Obracht-Prondzyński
Prof. Cezary Obracht-Prondzyński – socjolog, historyk, Prorektor ds. kształcenia Elbląskiej Uczelni Humanistyczno-Ekonomicznej, gdzie prowadzi również wykłady z zakresu socjologii, wybranych problemów współczesnego świata i współczesnego społeczeństwa polskiego. Członek i aktywista wielu organizacji pozarządowych, m.in. Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego i Gdańskiego Towarzystwa Naukowego. Jest członkiem Rady Fundacji „Pogranicze Sztuk – Kultur – Narodów” w Sejnach. Pełni funkcję sekretarza Kolegiów Redakcyjnych roczników naukowych „Acta Elbingensia” i „Acta Cassubiana”.
Tekst jest zapisem wystąpienia prof. Cezarego Obracht-Prondzyńskiego wygłoszonego podczas tegorocznego Forum Inicjatyw Pozarządowych w Elblągu. Mamy nadzieję, że z racji mnogości stawianych weń pytań dotyczących ważnych dla sektora spraw, stanie się on początkiem toczącej się, także na naszej stronie, dyskusji o roli, znaczeniu i rzeczywistym wpływie organizacji pozarządowych na rozwój lokalny. Gorąco zapraszamy do wzięcia w niej udziału i nadsyłania tekstów, polemik i rozważań związanych z tą tematyką.

